Błogi spokój . Odgłosy dobiegające z kominka w połączeniu z kolejnymi falami ciepła , sprawiają że staję się coraz bardziej odprężony . Kolejne zdania czytanej książki pomagają w wyzbyciu się wszelkiego kontaktu z rzeczywistością . Tylko ciepły płomień i "Lśnienie" autorstwa S. Kinga . Tylko to jest całym moim wszechświatem . Coraz bardziej odpływam . Myśli wirują w tańcu razem z ogniem . Z zainteresowaniem obserwuję jak dym z papierosa dopasowuje się do tego co czuję . Dawne uczucia , utracone miłości kryjące się gdzieś na granicy zapomnienia , której uparcie nie chcą przekroczyć . Akceptuję to , akceptacja stała się moją mocną stroną . Mieszanka smutku i melancholii . Czy czuję się nieszczęśliwy ? Wiele mi brakuje , wiele bym chciał , wielu rzeczy mieć nie będę . Czy czuję się szczęśliwy ? Właściwie tak . Nie jest to szczyt , ale odpowiednia dawka , wystarczająca do zauważenia pozytywnych aspektów tego czegoś zwanego życiem .
Mija kilka godzin . Kontaktuję się z realnym światem . Moja rodzina odzywa się do mnie . Moja rodzina dawno się do mnie nie odzywała . I te kilometry . Już niedługo . Cieszę się bo już niedługo .
Kilkanaście minut sprawia że zaczynam się czuć dziwnie . Coś zaczyna się chwiać . Coś głęboko zakorzenionego . I ta wiadomość . Kraj . Czas . "NA ZAWSZE" .
Akceptacja ? To już nie moja cecha . Nie potrafię wykrzesać z siebie najmniejszej iskierki akceptacji . Szczęście ? Jego i tak mała ilość w kilka sekund utonęła w otchłani stworzonej przez dwa słowa . Przestaje czuć cokolwiek . Gubię się . Gdzie jestem ? NA ZAWSZE. NA ZAWSZE . NA ZAWSZE !!! Te słowa bombardują moją głowę . Nawet nie mogę nic powiedzieć . To byłoby nie w porządku . Czy warto zamknąć to co czuję ? Zachować się tak jak powinienem ?
Piszę . Muszę coś napisać . Wyrzucić coś z siebie . Zasiadam do opowiadania . " Weszli razem na zawsze do klubu ". Tyle napisałem . I skąd tam "na zawsze "przecież to tam nie pasuje . Gubię się . Coraz bardziej się gubię . Krzyczę do rozpaczy . Proszę , nie , błagam o to żeby trzymała się z daleka ode mnie . Niestety jest coraz bliżej . Szybko wpisuję adres strony . Kilka kliknięć , chcę dodać nowy post . Piszę . Pomaga . Czuję się nieco lepiej . Nieco ...
Z każdą sekundą brakuje mi słów . Gubię się . Nawet w zdaniach , których ja jestem panem . Gubię się . Co teraz? Gdzie ta pierdolona akceptacja kiedy jest potrzebna ?! Kilka minut przerwy . Jej nadal nie ma . Kolejne kieliszki wina przepływają przez moje gardło . Coraz więcej dymu dociera do płuc . Napawam się tym wszystkim jak stęskniony kochanek pocałunkami . I nic mi nie mija . NA ZAWSZE . Mieszanina uczuć , wspomnień , niedokończonych myśli . Takiego chaosu nie widziałem od kilku lat . Łza ? Była tu ? Nic już nie wiem . Gubię się . Tylko czy "NA ZAWSZE" ?
uwielbiam "Cię" czytać:):*
OdpowiedzUsuńDz...
Pisz wiecej mój Tarzanie...
OdpowiedzUsuń