Różnie na to mówimy . Czasem to sterta nic nie wartych słów , nieudolnie określających naturę rzeczy . Chodzi mi o swego rodzaju wibracje . Tak to dobre określenie . Tak ja to widzę , tak to czuje . Każdy tak czasem ma . Coś się rodzi , gdzieś tam głęboko u samej podstawy duszy , bezustannie stara się przeistoczyć i wydobyć z naszego wnętrza. Gdy to się stanie , w niewielkim stopniu , świat się zmienia .
Tak jak wtedy gdy słyszę znajomy utwór , budzą się uczucia . Czuję że coś we mnie się porusza . Sprawia to że niemal wybiegam z pomieszczenia , w pośpiechu nakładając płaszcz i wciskając oporne stopy do nierozsznurowanych butów . Chwila gdy wraz z otwarciem drzwi chłodne powietrze całuje moje policzki . Mieszanina uczuć tworzy "iskrę" . Kilkanaście minut później , po euforycznym biegu , stoję na zatłoczonym rynku. To co jeszcze niedawno pędziło we mnie jak wystraszone zwierze , teraz znalazło bezpieczne wyjście . W postaci uśmiechu. On zaś stwarza tą wibrację . Przeciska się przez tłum napotykając kolejne nieznajome twarze . Nie przestaję liczyć odwzajemnionych , ciepłych i pełnych chęci do życia uśmiechów . To może być wszystko . Marzenie , chwila wytchnienia , oczekiwanie , a nawet szansa . Poczciwy starzec napotykając mój uśmiech czuje ciepło na sercu . Coś mu podpowiada że pomimo bólu kości i opóźnienia z opłatami ten dzień nie jest aż tak paskudny . Mój uśmiech napotyka Ciebie . Przypominasz sobie jak sam jeszcze wczoraj uśmiechałeś się do swojej dziewczyny . Na samą myśl , pomimo mrozu , czujesz ciepło biegnące gdzieś z samej głębi . To iskra . Przychodzi Ci do głowy aby natychmiast pobiec do kwiaciarni . Nie dbasz o to że później , będzie dłuższa kolejka do kasy . Nie interesujesz się tym że ona przecież jeszcze jest w pracy . Masz gdzieś że nie pozwolą Ci wejść na jej piętro. Trzymając w ręce bukiet czerwonych róż , niebywale kontrastujących z nieskalaną bielą śniegu , stajesz pod budynkiem biura . Patrzysz w jej okno . Widzi Cię , patrzy na bukiet . Uśmiech . Jej uśmiech jest teraz dla Ciebie całym światem . Zbiega na dół. Bierze kwiaty , całuje Cie . Słyszysz słowa , które od początku ludzkości potrafiły zmieniać wszystko . Chwilę później wracasz do centrum żeby zrobić zakupy .
W tym samym czasie gdy nasz przyjaciel robi zakupy , a ja w najprostszy sposób na świecie , rozdaje własne szczęście , Ty siedzisz na betonowym murze podziwiając najpiękniejszy widok na świecie . Twoje ukochane góry . Nie myślisz o napawającym Cie obrzydzeniem mieście . Widzisz w tym akt przemocy zadany matce naturze . Widzisz jak ludzie z całych sił odgradzają się od tego , co towarzyszyło im od samego początku ich istnienia , od tego czego zawsze byli częścią . Siedząc na granicy patrzysz na czyste piękno . W momencie gdy rodzi się w tobie pomysł , aby z kimś się tym podzielić , nie wiesz że już jutro będziesz popijał tutaj z najlepszym przyjacielem . Nie wiesz także że za dwadzieścia pięć lat wasi synowie , w tym samym miejscu , postanowią walczyć o założenie rezerwatu przyrody w najpiękniejszym miejscu jakie widziałeś.
To samo się dzieje gdy Ty wstajesz rano w dobrym humorze czując potrzebę wsparcia kogoś . Dzwoniąc do przyjaciółki dowiadujesz się o jej problemie . Chrzanisz prostowanie włosów i makijaż . Nie mija pół godziny , a ty już siedzisz obok niej pocieszając ją . Kilka godzin później znajdujecie rozwiązanie tego problemu.
On szczerze chodzi co niedzielę do kościoła . Zmaga się z trudem dzwigania prawdziwej wiary . Z każdym kolejnym tygodniem czyni to z niego silniejszego człowieka . Kogoś lepszego i mądrzejszego . Dzieki temu nie bał się o tym mówić . Za tydzień bedą mu towarzyszyć dwie osoby , które staną się lepsze .
Składając pokłon w stronę wschodu o poranku , medytując pod drzewem , przepuszczając samochód na drodze , którego kierowca spieszy do rodzącej żony , nawet podając komuś sól . Dzięki temu tworzysz większe lub mniejsze wibracje , które z czasem potrafią zmienić świat , pomagają nam wszystkim być lepszymi .
Obserwatorzy
sobota, 15 grudnia 2012
poniedziałek, 29 października 2012
Błogi spokój . Odgłosy dobiegające z kominka w połączeniu z kolejnymi falami ciepła , sprawiają że staję się coraz bardziej odprężony . Kolejne zdania czytanej książki pomagają w wyzbyciu się wszelkiego kontaktu z rzeczywistością . Tylko ciepły płomień i "Lśnienie" autorstwa S. Kinga . Tylko to jest całym moim wszechświatem . Coraz bardziej odpływam . Myśli wirują w tańcu razem z ogniem . Z zainteresowaniem obserwuję jak dym z papierosa dopasowuje się do tego co czuję . Dawne uczucia , utracone miłości kryjące się gdzieś na granicy zapomnienia , której uparcie nie chcą przekroczyć . Akceptuję to , akceptacja stała się moją mocną stroną . Mieszanka smutku i melancholii . Czy czuję się nieszczęśliwy ? Wiele mi brakuje , wiele bym chciał , wielu rzeczy mieć nie będę . Czy czuję się szczęśliwy ? Właściwie tak . Nie jest to szczyt , ale odpowiednia dawka , wystarczająca do zauważenia pozytywnych aspektów tego czegoś zwanego życiem .
Mija kilka godzin . Kontaktuję się z realnym światem . Moja rodzina odzywa się do mnie . Moja rodzina dawno się do mnie nie odzywała . I te kilometry . Już niedługo . Cieszę się bo już niedługo .
Kilkanaście minut sprawia że zaczynam się czuć dziwnie . Coś zaczyna się chwiać . Coś głęboko zakorzenionego . I ta wiadomość . Kraj . Czas . "NA ZAWSZE" .
Akceptacja ? To już nie moja cecha . Nie potrafię wykrzesać z siebie najmniejszej iskierki akceptacji . Szczęście ? Jego i tak mała ilość w kilka sekund utonęła w otchłani stworzonej przez dwa słowa . Przestaje czuć cokolwiek . Gubię się . Gdzie jestem ? NA ZAWSZE. NA ZAWSZE . NA ZAWSZE !!! Te słowa bombardują moją głowę . Nawet nie mogę nic powiedzieć . To byłoby nie w porządku . Czy warto zamknąć to co czuję ? Zachować się tak jak powinienem ?
Piszę . Muszę coś napisać . Wyrzucić coś z siebie . Zasiadam do opowiadania . " Weszli razem na zawsze do klubu ". Tyle napisałem . I skąd tam "na zawsze "przecież to tam nie pasuje . Gubię się . Coraz bardziej się gubię . Krzyczę do rozpaczy . Proszę , nie , błagam o to żeby trzymała się z daleka ode mnie . Niestety jest coraz bliżej . Szybko wpisuję adres strony . Kilka kliknięć , chcę dodać nowy post . Piszę . Pomaga . Czuję się nieco lepiej . Nieco ...
Z każdą sekundą brakuje mi słów . Gubię się . Nawet w zdaniach , których ja jestem panem . Gubię się . Co teraz? Gdzie ta pierdolona akceptacja kiedy jest potrzebna ?! Kilka minut przerwy . Jej nadal nie ma . Kolejne kieliszki wina przepływają przez moje gardło . Coraz więcej dymu dociera do płuc . Napawam się tym wszystkim jak stęskniony kochanek pocałunkami . I nic mi nie mija . NA ZAWSZE . Mieszanina uczuć , wspomnień , niedokończonych myśli . Takiego chaosu nie widziałem od kilku lat . Łza ? Była tu ? Nic już nie wiem . Gubię się . Tylko czy "NA ZAWSZE" ?
Mija kilka godzin . Kontaktuję się z realnym światem . Moja rodzina odzywa się do mnie . Moja rodzina dawno się do mnie nie odzywała . I te kilometry . Już niedługo . Cieszę się bo już niedługo .
Kilkanaście minut sprawia że zaczynam się czuć dziwnie . Coś zaczyna się chwiać . Coś głęboko zakorzenionego . I ta wiadomość . Kraj . Czas . "NA ZAWSZE" .
Akceptacja ? To już nie moja cecha . Nie potrafię wykrzesać z siebie najmniejszej iskierki akceptacji . Szczęście ? Jego i tak mała ilość w kilka sekund utonęła w otchłani stworzonej przez dwa słowa . Przestaje czuć cokolwiek . Gubię się . Gdzie jestem ? NA ZAWSZE. NA ZAWSZE . NA ZAWSZE !!! Te słowa bombardują moją głowę . Nawet nie mogę nic powiedzieć . To byłoby nie w porządku . Czy warto zamknąć to co czuję ? Zachować się tak jak powinienem ?
Piszę . Muszę coś napisać . Wyrzucić coś z siebie . Zasiadam do opowiadania . " Weszli razem na zawsze do klubu ". Tyle napisałem . I skąd tam "na zawsze "przecież to tam nie pasuje . Gubię się . Coraz bardziej się gubię . Krzyczę do rozpaczy . Proszę , nie , błagam o to żeby trzymała się z daleka ode mnie . Niestety jest coraz bliżej . Szybko wpisuję adres strony . Kilka kliknięć , chcę dodać nowy post . Piszę . Pomaga . Czuję się nieco lepiej . Nieco ...
Z każdą sekundą brakuje mi słów . Gubię się . Nawet w zdaniach , których ja jestem panem . Gubię się . Co teraz? Gdzie ta pierdolona akceptacja kiedy jest potrzebna ?! Kilka minut przerwy . Jej nadal nie ma . Kolejne kieliszki wina przepływają przez moje gardło . Coraz więcej dymu dociera do płuc . Napawam się tym wszystkim jak stęskniony kochanek pocałunkami . I nic mi nie mija . NA ZAWSZE . Mieszanina uczuć , wspomnień , niedokończonych myśli . Takiego chaosu nie widziałem od kilku lat . Łza ? Była tu ? Nic już nie wiem . Gubię się . Tylko czy "NA ZAWSZE" ?
poniedziałek, 22 października 2012
Chaos
Zza zamkniętych powiek nie widzę zupełnie niczego . Czuje że moje rzęsy są mokre , unoszę powieki , światło nieco mnie oślepia . Lekki chłód łazienkowych kafelek poszczypuje moje stopy . Krople wody spadają z przemoczonych dreadów na moje ramiona . Widzę jak ciepło wody kontrastuje z chłodem powietrza tworząc parę . Nieuchwytną , widoczną tylko przez chwile . Jak myśl . Jedynym sposobem byłoby ją zapisać . Czy mogę zapisać parę ? To chyba tylko udaje się z myślami . Porzucam ten temat .
W lustrze moje odbicie . Patrzę w oczy sobie samemu . Przez ułamek sekundy widzę w nich nieznany wyraz . Nie dziwi mnie to . Nawet ja nie znam siebie w całości . Drążę w moich myślach . Szukam czegoś o co mógłbym zahaczyć . To taki mój fetysz . Nurkuję głęboko w otchłani siebie , szukam czegoś , nigdy nie wiem czego , dopóki tego nie znajdę . To na swój sposób ryzykowne . Bo póki szukam mój kontak z rzeczywistością niemal nie istnieje . Jest czysto fizyczny . Nie potrafię nawet odbyć podstawowej rozmowy . Co jeśli zanurkuje zbyt głęboko ? Jeśli nie znajdę myśli czy uczucia , które wydobędę na wierzch ? Wraz z tym przecież wypływam i ja . Tymczasem widzę tylko CHAOS.
Szukam czegoś ,planuje coś napisać . Podróżuję po własnych myślach .
Przybłąkany pies idący za mną .
Zieleń , całe mnóstwo zieleni.
Zapach , nie taki jaki znam od lat .
Stopy . Chłód . Ubieram koszulkę .
Woda . Papierosy . Gdzie są moje papierosy ?! Parzę kawę . Krótka obawa przed wrzątkiem . CHAOS .CHAOS . CHAOS . Jak to poukładać . Zamykam oczy . Ciemność . Mnóstwo kolorów . Dźwięki , poprawiam słuchawki . Jak znaleźć porządek ? Most . Koszykówka . Dawno nie jeździłem na rolkach . Stopy . Chłód . Szukam , nie znajduję . CHAOS . Znów muzyka . Pusta kratka . Ręce mi drżą . Nie mogę utrzymać długopisu . Ulica , światła samochodu . Noc . Kocham spacery , CHAOS . Szum drzew . Tu nie ma drzew . Zieleń . Tu nie ma zieleni . Zapach kwiatów. Tu ich nie ma . Nie ma też chaosu . Jest ekran , widzę klawiaturę . Pachnie palonym tytoniem i słodkim winem . Nie ma światła . Tylko blask ekranu . Ja pisze . Widzę zdania ? Czy ja pisałem ?
Wracam na łąkę . Stopy i chłód . Rosa . Słońce dopiero wstaje . Mam na sobie tylko spodnie . Wiatr dotyka moich ramion . Gęsia skórka pojawia się bez pytania o pozwolenie . Z przemoczonych dreadów spadają kolejne krople . W ustach czuję smak porannej kawy . Czuję zapach kwiatów . Miało go nie być ?
Jest . Jest . Jest . Ma być chcę żeby był .
Obok mnie siedzi mały pies . Wpatruje się we mnie swoimi wielkimi , brązowymi ślepiami . Jego czarna sierść faluje z wiatrem hipnotyzując mnie. Czy to ten sam przybłęda , który wczoraj towarzyszył mi podczas spaceru ? Na środku stoi wielkie drzewo . Oliwka . Jej owoce są jeszcze niedojrzałe , jednak niewiele im brakuje . Pod nią siedzi dziewczyna . Jej fryzura i twarz zmienia się bez przerwy . Przez chwilę widzę coś znajomego . Trzy litery przychodzą mi do głowy . Za chwilę tylko jedna . Ona czyta książkę . Ciekawi mnie jaką . Ma na sobie zwiewną sukienkę . Ona co chwile zmienia kolor . Zamykam oczy . Te kolory bezustannie wirują pod powiekami .
Siadam na trawie . Szczeniak opiera głowę o moje kolano . Daje mi do zrozumienia że nie powinienem podchodzić . I tak na nią patrze . Ja wiem co ona czyta , znam każdą jej twarz , i każdy ten kolor . Ale nie myślę o tym . Niech to krąży . Wszędzie i nigdzie . Przecież chaos to inny rodzaj porządku . Porządku , który nie potrzebuje zasad . Istnieje . Jest . Akceptuje to . Kilka kropel spada na moje ramiona . Rzęsy mam mokre . Stopy i chłód . Otwieram oczy . I znów wylałem z siebie zdania nie wiedząc kiedy . Przynajmniej nie gonił mnie smok .
W lustrze moje odbicie . Patrzę w oczy sobie samemu . Przez ułamek sekundy widzę w nich nieznany wyraz . Nie dziwi mnie to . Nawet ja nie znam siebie w całości . Drążę w moich myślach . Szukam czegoś o co mógłbym zahaczyć . To taki mój fetysz . Nurkuję głęboko w otchłani siebie , szukam czegoś , nigdy nie wiem czego , dopóki tego nie znajdę . To na swój sposób ryzykowne . Bo póki szukam mój kontak z rzeczywistością niemal nie istnieje . Jest czysto fizyczny . Nie potrafię nawet odbyć podstawowej rozmowy . Co jeśli zanurkuje zbyt głęboko ? Jeśli nie znajdę myśli czy uczucia , które wydobędę na wierzch ? Wraz z tym przecież wypływam i ja . Tymczasem widzę tylko CHAOS.
Szukam czegoś ,planuje coś napisać . Podróżuję po własnych myślach .
Przybłąkany pies idący za mną .
Zieleń , całe mnóstwo zieleni.
Zapach , nie taki jaki znam od lat .
Stopy . Chłód . Ubieram koszulkę .
Woda . Papierosy . Gdzie są moje papierosy ?! Parzę kawę . Krótka obawa przed wrzątkiem . CHAOS .CHAOS . CHAOS . Jak to poukładać . Zamykam oczy . Ciemność . Mnóstwo kolorów . Dźwięki , poprawiam słuchawki . Jak znaleźć porządek ? Most . Koszykówka . Dawno nie jeździłem na rolkach . Stopy . Chłód . Szukam , nie znajduję . CHAOS . Znów muzyka . Pusta kratka . Ręce mi drżą . Nie mogę utrzymać długopisu . Ulica , światła samochodu . Noc . Kocham spacery , CHAOS . Szum drzew . Tu nie ma drzew . Zieleń . Tu nie ma zieleni . Zapach kwiatów. Tu ich nie ma . Nie ma też chaosu . Jest ekran , widzę klawiaturę . Pachnie palonym tytoniem i słodkim winem . Nie ma światła . Tylko blask ekranu . Ja pisze . Widzę zdania ? Czy ja pisałem ?
Wracam na łąkę . Stopy i chłód . Rosa . Słońce dopiero wstaje . Mam na sobie tylko spodnie . Wiatr dotyka moich ramion . Gęsia skórka pojawia się bez pytania o pozwolenie . Z przemoczonych dreadów spadają kolejne krople . W ustach czuję smak porannej kawy . Czuję zapach kwiatów . Miało go nie być ?
Jest . Jest . Jest . Ma być chcę żeby był .
Obok mnie siedzi mały pies . Wpatruje się we mnie swoimi wielkimi , brązowymi ślepiami . Jego czarna sierść faluje z wiatrem hipnotyzując mnie. Czy to ten sam przybłęda , który wczoraj towarzyszył mi podczas spaceru ? Na środku stoi wielkie drzewo . Oliwka . Jej owoce są jeszcze niedojrzałe , jednak niewiele im brakuje . Pod nią siedzi dziewczyna . Jej fryzura i twarz zmienia się bez przerwy . Przez chwilę widzę coś znajomego . Trzy litery przychodzą mi do głowy . Za chwilę tylko jedna . Ona czyta książkę . Ciekawi mnie jaką . Ma na sobie zwiewną sukienkę . Ona co chwile zmienia kolor . Zamykam oczy . Te kolory bezustannie wirują pod powiekami .
Siadam na trawie . Szczeniak opiera głowę o moje kolano . Daje mi do zrozumienia że nie powinienem podchodzić . I tak na nią patrze . Ja wiem co ona czyta , znam każdą jej twarz , i każdy ten kolor . Ale nie myślę o tym . Niech to krąży . Wszędzie i nigdzie . Przecież chaos to inny rodzaj porządku . Porządku , który nie potrzebuje zasad . Istnieje . Jest . Akceptuje to . Kilka kropel spada na moje ramiona . Rzęsy mam mokre . Stopy i chłód . Otwieram oczy . I znów wylałem z siebie zdania nie wiedząc kiedy . Przynajmniej nie gonił mnie smok .
piątek, 19 października 2012
Koniec
Można tęsknić za kimś kogo nigdy się nie spotkało ? Nie dotykało ? Za głosem , który zawsze dzieliło wiele kilometrów i słuchawki ? Czy można ? Czy ty możesz ? Nie wiem . Ja mogę . Mogę tęsknić za tą osobą nawet bardziej niż za tymi , które znam od kilku lat . Tyle oczekiwań że te kilka godzin jazdy pociągiem są zaledwie ułamkiem sekund . Nie myślę o braku wolnego przedziału . O setkach innych trosk znajdujących się w tym samym wagonie . Jak zwykle oddzielają mnie od tego słuchawki . Spontaniczny , a jednak doskonale zaplanowany dźwięk skrzypiec czule pieści moje myśli . One zaś obracają się wokół jednej osoby . Osoby , która do tej pory nie znajdowała się moim życiu w fizyczny sposób , a jednak zajmowała olbrzymią część mojego jestestwa . Godziny rozmów i wzajemnych zwierzeń utworzyły wspaniałą więź . I uczucie . Miłość bez wątpienia miłość . Jakiego rodzaju . Właściwie każdy może dopasować sobie tutaj jej dowolną odmianę , a i tak nie pozna tego co czuje . To jest coś zupełnie innego . Ja to znam , to jest we mnie . To w zupełności wystarczy .
Patrzę na zegarek . Siedemnasta trzydzieści . Za pół godziny będę na miejscu . I nagle . Oprócz niezanikającej wizji jej twarzy , gdzieś głęboko we mnie pojawia się iskra czegoś nowego . Staram się to zinterpretować , to zaś sprawia że podsycam ogień . Rozpala się we mnie płomień niewyobrażalnego stresu . A co jeśli nie sprostam jej oczekiwaniom ? Jestem naprawdę przerażony . Od samego początku wiedziałem że nie mylę się co do niej . Tylko co jeśli ona ma mnie za kogoś innego ? Co jeśli ją zawiodę ? Z sekundy na sekundę w głowie rodzi się coraz więcej pytań . To wszystko zaczyna mnie przytłaczać . Przez moment nawet zaczynam się śmiać . Cała podróż była jak kilka sekund , za to ostatnie pół godziny chciało chyba trwać przez resztę istnienia czasu .
Pociąg się zatrzymuje . Zabieram swoje bagaże . Jakiś szybki rytm z moich słuchawek idealnie dopasowuje się do nerwowego rytmu mojego serca . Wysiadam , na pięknym starym dworcu . Grudniowy mróz daje się we znaki , ja jednak szybko o tym zapominam . Wszytko jest pokryte białym śniegiem . Czy tylko mi się wydaje że to wszystko jest takie magiczne i nierzeczywiste ? Masa ludzi krząta się w tę i z powrotem . Każdy jest tu w jakimś celu . Ale przecież jak ktoś , teraz , tutaj , mógłby oczekiwać na coś tak wspaniałego jak ja ?
To pytanie sprawia że cały ten płomień stresu znika , jak zapałka , która odpaliłem papierosa , gaśnie w śniegu pod moimi stopami .Uśmiecham się . Czas się rozejrzeć . Tak długo czekałem na to żeby móc poszukać jej wzrokiem z dala od monitora . Nie muszę długo szukać . Stoi niemal naprzeciw mnie . Wydaje mi się że zauważyła mnie w tym samym momencie . Ciche skwierczenie gasnącego papierosa szybko odchodzi w niepamięć .
Pierwsza myśl , biec tak szybko jak tylko potrafię , zabijając każdego kto stanie mi na drodze . Porzucam to . To jest niewłaściwe . Delektuje się każdym krokiem wykonanym w jej stronę . Tak się na tym skupiam że zauważam iż jestem u celu dopiero gdy niemal czuję jej ciepło . Dopiero wtedy podnoszę głowę i ściągam słuchawki . I przypominam sobie ten moment kiedy myślałem że może być inaczej niż się spodziewam . Nie pomyślałem że może być inna , myślałem że będzie taka jak oczekiwałem . Na tę myśl aż się zaśmiałem . Tysiąckrotnie przerosła moje oczekiwania . Obejmuje ją na przywitanie . Fizycznie i psychicznie odczuwam jedynie szczęście i ulgę . I nagle słyszę szept . Chodźmy . Tylko , które z nas szeptało ?
Patrzę na zegarek . Siedemnasta trzydzieści . Za pół godziny będę na miejscu . I nagle . Oprócz niezanikającej wizji jej twarzy , gdzieś głęboko we mnie pojawia się iskra czegoś nowego . Staram się to zinterpretować , to zaś sprawia że podsycam ogień . Rozpala się we mnie płomień niewyobrażalnego stresu . A co jeśli nie sprostam jej oczekiwaniom ? Jestem naprawdę przerażony . Od samego początku wiedziałem że nie mylę się co do niej . Tylko co jeśli ona ma mnie za kogoś innego ? Co jeśli ją zawiodę ? Z sekundy na sekundę w głowie rodzi się coraz więcej pytań . To wszystko zaczyna mnie przytłaczać . Przez moment nawet zaczynam się śmiać . Cała podróż była jak kilka sekund , za to ostatnie pół godziny chciało chyba trwać przez resztę istnienia czasu .
Pociąg się zatrzymuje . Zabieram swoje bagaże . Jakiś szybki rytm z moich słuchawek idealnie dopasowuje się do nerwowego rytmu mojego serca . Wysiadam , na pięknym starym dworcu . Grudniowy mróz daje się we znaki , ja jednak szybko o tym zapominam . Wszytko jest pokryte białym śniegiem . Czy tylko mi się wydaje że to wszystko jest takie magiczne i nierzeczywiste ? Masa ludzi krząta się w tę i z powrotem . Każdy jest tu w jakimś celu . Ale przecież jak ktoś , teraz , tutaj , mógłby oczekiwać na coś tak wspaniałego jak ja ?
To pytanie sprawia że cały ten płomień stresu znika , jak zapałka , która odpaliłem papierosa , gaśnie w śniegu pod moimi stopami .Uśmiecham się . Czas się rozejrzeć . Tak długo czekałem na to żeby móc poszukać jej wzrokiem z dala od monitora . Nie muszę długo szukać . Stoi niemal naprzeciw mnie . Wydaje mi się że zauważyła mnie w tym samym momencie . Ciche skwierczenie gasnącego papierosa szybko odchodzi w niepamięć .
Pierwsza myśl , biec tak szybko jak tylko potrafię , zabijając każdego kto stanie mi na drodze . Porzucam to . To jest niewłaściwe . Delektuje się każdym krokiem wykonanym w jej stronę . Tak się na tym skupiam że zauważam iż jestem u celu dopiero gdy niemal czuję jej ciepło . Dopiero wtedy podnoszę głowę i ściągam słuchawki . I przypominam sobie ten moment kiedy myślałem że może być inaczej niż się spodziewam . Nie pomyślałem że może być inna , myślałem że będzie taka jak oczekiwałem . Na tę myśl aż się zaśmiałem . Tysiąckrotnie przerosła moje oczekiwania . Obejmuje ją na przywitanie . Fizycznie i psychicznie odczuwam jedynie szczęście i ulgę . I nagle słyszę szept . Chodźmy . Tylko , które z nas szeptało ?
czwartek, 18 października 2012
Kilka słów o samotności.
Stał sam po środku zatłoczonej ulicy . W swoim rodzinnym mieście nigdy nie widział na ulicach tylu osób , choć nie było o wiele mniejsze. No więc , hmm ... Stał tam .Lecz właściwie dla niego bylo tam całkowicie pusto . Powietrze pachniało zupełnie inaczej niż w ojczystym kraju . Słońce świeciło inaczej , temperatura była inna , ludzie też . Zwłaszcza ludzie . Oni przede wszystkim inaczej patrzyli , na niego , nawet na swoje życie . W ich oczach nieustannie było widać podejście do codzienności , które jemu było obce .
Ciemne szkła okularów zasłaniały jego spojrzenie , mógł swobodnie dotykać każdego wzrokiem . Zdarzało mu się dotykać nie tylko , ciał ale i dusz . Sekundę później ta osoba znikała z pola widzenia . To były tylko nic nie warte elementy ocierające się o jego życie , o jego rzeczywistość . Słuchawki na uszach stanowiły doskonałą tarcze . Tak naprawdę był tam tylko i wyłącznie fizycznie , jego duch krążył swobodnie wszędzie , po całej ulicy . Czarna koszula , guziki niezapięte , pod nią biały podkoszulek . Czarne rurki . Na ramieniu miał zarzuconą torbę . Wyją z niej odtwarzacz i dał głośniej . Nie docierał do niego żaden dźwięk z otoczenia . Stał tak jeszcze przez chwilę .
Zauważył kolejny element ocierający się o jego rzeczywistość . To była kobieta . Średniego wzrostu . Ocenił ją na dwadzieścia kilka lat . Ciemna karnacja jak przystało na mieszkanki tego kraju . Ciemne oczy , niemal czarne . Niebieska sukienka kusząco opinała jej idealne szczupłe ciało . Kształtny biust cudownie odkształcał się na tym niebieskim arcydziele mody . Nienachalny dekolt delikatnie hipnotyzował . Długie nogi poruszały się idealnie równo . Była coraz bliżej , patrzyła na niego . To dziwne , ale zauważyła jego wzrok , był niemal pewien że patrzy mu w oczy . Była już przy nim , poczuł jak jej ciało ociera się o niego . Zapach uderzył w niego z taką siłą że aż zapiekły go nozdrza , poczuł mrowienie gdzieś w głębi swojej głowy . Woń bardzo mu się podobała . Trwało to kilka sekund , lecz w jego mniemaniu ponad godzinę . Minęła go i poszła dalej . Nie odwrócił się , bardzo chciał , jednak nie zrobił tego .
Był samotny . Bardzo samotny . Ale zdążył się do tego przyzwyczaić . Wytrenował się w tym . Trzy miesiące ćwiczeń praktycznych robią swoje . Akceptował samotność , momentami upajał się nią . I tylko patrzył jak kolejne elementy muskają jego rzeczywistość.
Ruszył dalej . Szedł spokojnie , bez najmniejszego niepokoju . Akceptacja była jego mocną stroną . Cóż więcej mu pozostało poza przyjmowaniem wszystkiego takiego jakim jest ? Mijał kolejne witryny sklepowe , widział masy ciuchów , które bardzo chciał kupić . Mógł to zrobić . Miał pieniądze , powstrzymywał się jednak , były potrzebne na co innego . W pewny momencie zauważył przed sobą parę . Dziewczynę i chłopaka , przytulali się do siebie i podobnie jak on oglądali witrynę . Uśmiechali się przy tym i żartowali . Skromy pocałunek . Ruszyli dalej . On przez chwilę patrzył w miejsce gdzie przed chwilą jeszcze stali . Pochylił głowę , spiął mocniej dready . Skóra na głowie była trochę za bardzo naciągnięta . Poprawił słuchawki , mocne dźwięki docierały głęboko do jego wnętrza . A w tym wnętrzu echem odbijał się szept . Samotność to jednak wielkie gówno .
Bo najgorzej jest być samotnym w miejscach gdzie powinno się kochać .
A gdy już kochasz musisz kochać wszędzie , w każdym czasie ,w każdym miejscu .
Odpalił papierosa i ruszył dalej . Każdy kolejny krok nióśł dobrze mu znaną akceptacje . Akceptował samotność , momentami upajał się nią .I tylko patrzył spokojnie na kolejne elementy ocierające się o jego rzeczywistość. Akceptowałem to i muszę to robić . Bo inaczej chyba zwariuję .
Ciemne szkła okularów zasłaniały jego spojrzenie , mógł swobodnie dotykać każdego wzrokiem . Zdarzało mu się dotykać nie tylko , ciał ale i dusz . Sekundę później ta osoba znikała z pola widzenia . To były tylko nic nie warte elementy ocierające się o jego życie , o jego rzeczywistość . Słuchawki na uszach stanowiły doskonałą tarcze . Tak naprawdę był tam tylko i wyłącznie fizycznie , jego duch krążył swobodnie wszędzie , po całej ulicy . Czarna koszula , guziki niezapięte , pod nią biały podkoszulek . Czarne rurki . Na ramieniu miał zarzuconą torbę . Wyją z niej odtwarzacz i dał głośniej . Nie docierał do niego żaden dźwięk z otoczenia . Stał tak jeszcze przez chwilę .
Zauważył kolejny element ocierający się o jego rzeczywistość . To była kobieta . Średniego wzrostu . Ocenił ją na dwadzieścia kilka lat . Ciemna karnacja jak przystało na mieszkanki tego kraju . Ciemne oczy , niemal czarne . Niebieska sukienka kusząco opinała jej idealne szczupłe ciało . Kształtny biust cudownie odkształcał się na tym niebieskim arcydziele mody . Nienachalny dekolt delikatnie hipnotyzował . Długie nogi poruszały się idealnie równo . Była coraz bliżej , patrzyła na niego . To dziwne , ale zauważyła jego wzrok , był niemal pewien że patrzy mu w oczy . Była już przy nim , poczuł jak jej ciało ociera się o niego . Zapach uderzył w niego z taką siłą że aż zapiekły go nozdrza , poczuł mrowienie gdzieś w głębi swojej głowy . Woń bardzo mu się podobała . Trwało to kilka sekund , lecz w jego mniemaniu ponad godzinę . Minęła go i poszła dalej . Nie odwrócił się , bardzo chciał , jednak nie zrobił tego .
Był samotny . Bardzo samotny . Ale zdążył się do tego przyzwyczaić . Wytrenował się w tym . Trzy miesiące ćwiczeń praktycznych robią swoje . Akceptował samotność , momentami upajał się nią . I tylko patrzył jak kolejne elementy muskają jego rzeczywistość.
Ruszył dalej . Szedł spokojnie , bez najmniejszego niepokoju . Akceptacja była jego mocną stroną . Cóż więcej mu pozostało poza przyjmowaniem wszystkiego takiego jakim jest ? Mijał kolejne witryny sklepowe , widział masy ciuchów , które bardzo chciał kupić . Mógł to zrobić . Miał pieniądze , powstrzymywał się jednak , były potrzebne na co innego . W pewny momencie zauważył przed sobą parę . Dziewczynę i chłopaka , przytulali się do siebie i podobnie jak on oglądali witrynę . Uśmiechali się przy tym i żartowali . Skromy pocałunek . Ruszyli dalej . On przez chwilę patrzył w miejsce gdzie przed chwilą jeszcze stali . Pochylił głowę , spiął mocniej dready . Skóra na głowie była trochę za bardzo naciągnięta . Poprawił słuchawki , mocne dźwięki docierały głęboko do jego wnętrza . A w tym wnętrzu echem odbijał się szept . Samotność to jednak wielkie gówno .
Bo najgorzej jest być samotnym w miejscach gdzie powinno się kochać .
A gdy już kochasz musisz kochać wszędzie , w każdym czasie ,w każdym miejscu .
Odpalił papierosa i ruszył dalej . Każdy kolejny krok nióśł dobrze mu znaną akceptacje . Akceptował samotność , momentami upajał się nią .I tylko patrzył spokojnie na kolejne elementy ocierające się o jego rzeczywistość. Akceptowałem to i muszę to robić . Bo inaczej chyba zwariuję .
środa, 17 października 2012
wtorek, 16 października 2012
Kontynuować ?
Poranek. Dzwoni budzik . Jest
10.45 , sobota . I paskudny kac . Jego pokój był niewielki , kilka metrów
kwadratowych . Optycznie ,jeszcze mniejszy niż w rzeczywistości . To przez bałagan jaki w nim panował . Na ziemi leżały głownie jego ubrania , miał ich naprawdę dużo. Co było efektem"okradania"szaf kumpli i całej masy zakupów. Na
to właśnie wydawał swoje pieniądze . Na czynsz ,fajki , wódkę ,zioło i przede
wszystkim ciuchy . Co było na ziemi oprócz ubrań? Puste paczki po papierosach ,
puste worki na trawę ,puszki po piwie, kawałki pizzy i innych gównianych rzeczy
,które jadł . Jedynym czystym miejscem w całym pomieszczeniu była jego nocna
szafka. Zawsze były na niej te same rzeczy . I-pod,słuchawki , paczka Lucky
strike , rzadko więcej niż dwa papierosy ,skręcony gotowy do odpalenia blant i
zapalniczka zippo ,klasyczna srebrna . 11.00 Timmy wstaje z łózka. Z zamkniętymi
oczami sięga po skręta i zapalniczkę ,odpala , zaciąga się głęboko ,mocny
spliff prosi o kaszel. On jednak już się przyzwyczaił nawet nie chrząknął. Z jointem w ustach sięgnął i-poda . Kilka sekund , kilka kliknięć i brutalne
dubstepowe bassy uderzyły w jego uszy . Jeszcze dwa pociągnięcia i uderzały tez
o mozg jak i o cale ciało . Niedopalony skręt wylądował w najbliższej puszce
po piwie. Zgasł lekko skwiercząc w resztce płynu . Muzyka nabierała tempa . Tim zaczął lekko uderzać stopa o podłogę do rytmu , płynącego ze słuchawek . Gaja z każda kolejna chwila otwierała jego umysł na dopływające do niego dźwięki . Po kilku minutach całe jego ciało
poruszane było przez muzykę . Odpalił papierosa. Rozejrzał się po pokoju jakby sprawdzając czy
wszystko leży na swoim miejscu . Uśmiechnął się . Lubił ten bałagan . W jakiś sposób , nieznany nawet jemu ,wyrażało to
jego "ja". Zajrzał pod poduszkę . Leżał tam jego telefon . Odblokował klawiaturę . Sprawdził skrzynkę odbiorcza , kilka wiadomości od jakiś dziewczyn w stylu "co dziś robisz?" i "spotkamy się dziś ?"
. Nawet ich nie przeczytał .Poza tym żadnych nowych SMS . Dwa ruchy i zawartość
skrzynki usunięta . Położył telefon na szafce , wstając z łózka. Paląc papierosa chodził po pokoju szukając ubrań na resztę dnia . Podniósł bokserki ,obejrzał je i ubrał . Gdzieś w kacie
pokoju zauważył rurki , podszedł, podniósł ,obejrzał i ubrał . Resztę ubrań wybrał w ten sam sposób . Klasyczny szary t-shirt , i zieloną bluzę z kapturem zapinana na duże czarne guziki. Z pod łózka wygrzebał nad niszczone, czarne trampki ,
za kostkę . W miedzy czasie zgasił papierosa. Znów podszedł do szafki nocnej , zabrał z paczki ostatniego papierosa i odpalił go. Z szuflady wyjął portfel. Niewielki z czarnej skory . Tani badziew.
Jemu jednak się podobał. Zajrzał do środka . Przeliczył pieniądze .
-Jedna jebana stówa! Ja
pierdole . Trzeba zmotać jakiś hajs -powiedział do siebie i wyszedł z pokoju.
Wszedł do łazienki , załatwił potrzebę i umył zęby . Następnie poszedł do kuchni . Kolejne niewielkie
pomieszczenie . Mały stół obdarty z farby , dwa krzesła , oba z innego
kompletu. Zlew, lodówka i dwie szafki , w jednej brakowało drzwi. Chłopak,podszedł do lodówki ,otworzył ja . W środku był tylko kawałek pizzy ,lepiej
nie wiedzieć ile czasu tam leżał
,paczka po papierosach oraz puszka redbull'a . Okazało się ze w paczce są jeszcze papierosy , zabrał je i puszkę z napojem. Później wyszedł z
mieszkania.
Ulice były zatłoczone . Jak w każda sobotę
ludzie rutynowo biegali tam i z powrotem robiąc zakupy i załatwiając wszystko
czego nie mogli przez resztę tygodnia . Na szczęście Timmy był odcięty od tej rzeczywistości za pomocą słuchawek . Muzyka sprawiała ze miał kompletnie gdzieś
co się działo wokół . Miał swój cel i dążył do niego .
Dwadzieścia minut później był na miejscu .
Stal przed stara , czteropiętrowa kamienica . Mury były szare i brzydkie , co kawałek tynk odpadał ze ścian . Wilgoć czuć było nawet na zewnątrz . Patrzył
tak przez chwile , aż wreszcie wszedł do środka . Już na klatce schodowej słychać , a możne bardziej czuć było
mocne uderzenia bassów. Tim szybko wybiegł po schodach na trzecie piętro . Stanął
przed drzwiami , hip-hopowe brzmienia słyszał nawet przez słuchawki . Na drzwiach wisiał numer 15 . Nie pukając wszedł do środka.
Mieszkanie było duże i zadbane . Przynajmniej
trzy razy większe niż jego . Mdlący zapach wilgoci zniknął za zamkniętymi
drzwiami. Ściany ,przedpokoju mającego kilka metrów , były białe . Znajdowało się tam kilka wejść do innych pomieszczeń . Tylko jedno było otwarte. Akurat to
, które interesowało chłopaka . Wszedł do pomieszczenia . Wcześniej czul się
nieswojo , teraz uśmiechnął się , pokój ,a raczej jego wystrój, pozwolił mu poczuć się swobodnie. Cale ściany
pokryte były graffiti , W jednym kacie stały , tuz obok siebie , dwa biurka , na jednym stal komputer ,klawiatura
monitor, na drugim wysokiej klasy stół dj'ejski. Kawałek dalej szafa, jakiś regal na książki i
czasopisma , następnie łózko. Leżał na nim Młody , najlepszy kumpel Timma. Palił skręta i cały poruszał się w rytm muzyki . Tim podszedł do niego i wyrwał
mu jointa z ust . Od razu pociągnął . Młody lekko podskoczył wystraszony.
-Ile jeszcze razy mam Ci
kurwa powtarzać , ze mnie to wkurwia ! Poza tym nie umiesz pukać ?! -krzyknął
zdenerwowany .
I tak byś nie usłyszał ze
pukam - odpowiedział niewzruszony po raz kolejny zaciągając się.
-Fakt .
- Dobry stuff , słyszę ze
starych niema w domu.
-Słyszysz ?
-Nie muszę się rozglądać zęby wiedzieć ,gdyby byli , cale miasto nie musiałoby słuchać tych kawałków co ty .
Opowiadanie .
Właśnie opowiadanie . Kilka dni temu coś mnie naszło . Nagły wystrzał w głowie . Zacząłem pisać , nieco ponad strona nowego opowiadania. Na tym skończyłem i zastanawiam się czy je kontynuować .
poniedziałek, 15 października 2012
Papieros
Wiem,wiem. Papierosy niszczą
zdrowie , rak i inne gówna , jakby tego było mało jeszcze sporo kosztują .
Dobra minusy każdy zna . Faktycznie jest to paskudny nałóg. Mimo to miliony
ludzi na całym świecie pali fajki . Ludzie mnie nie interesuja. Ja to co innego.
Pamiętam to dobrze . Taa ... Mój pierwszy papieros . J. mi go dal.
-Wiem ze jesteś przeciwko ,
spróbujesz jednego i po sprawie . Wiesz niektórych rzeczy dobrze jest
spróbować .Będziesz wiedział jak to jest.
Zadziwiające jak ta zasada
często się pojawiała w późniejszym czasie. Zapaliłem . Szczerze spodziewałem
się większego ataku kaszlu .W gruncie rzeczy nie było tak źle. Tak spaliłem
pierwszego papierosa.
Później była bójka . Dostałem
po ryju . W sumie nie było tak źle . Ale wtedy nie wiedziałem ze jeszcze nie
jeden raz dojebią mi bardziej .Kurwa żebyś ty widział tą panikę ...
Kumple jak to kumple chcieli
mi pomoc dojść do siebie . Wtedy J. dal
mi fajkę . Powiedział ze poczuje się lepiej .Heh , do dziś nie wiem czy
faktycznie pomógł papieros czy to ze uwierzyłem ze pomoże. W każdym razie tak
wypaliłem drugiego papierosa. Ten drugi sprawił ze chyba to polubiłem. Z czasem
wypalałem kolejne szlugi aż okazało się że palę regularnie.
Teraz to już nie jest to co
kiedyś . To o wiele , wiele więcej .
Czasem papieros , to po prostu
papieros . Jednak bywa ze to zupełnie co innego.
Zaciągam się , to już
końcówka , mocna i lekko paląca wargi . Jak ostatni pocałunek z M. Wiedziałem
ze będzie ostatni .Smakował , kurwa jak on zajebiście smakował , mocny , i
lekko parzył usta .
Teraz siedzę w barze . AMFETAMINA na mnie patrzy widzę to .
Przykładam papierosa do ust. Ciągnę powoli . To trwa kilka sekund . Nie zaciągam
się od razu . Dym spokojnie wypływa z lekko rozchylonych ust . Ułamek sekundy i
zaciągam się głęboko .
Zrobiłem to całkowicie
odruchowo , a jednak zapamiętałem każdy szczegół .
-Ja pierdole ale to było
seksowne!
Tylko tyle powiedziała i
chyba wróciła do rozmowy , nie pamiętam dokładnie . Odpłynąłem , myślałem tylko
o tym czy ćpanie tego towaru to dobry pomysł. Ja pierdole , możesz wierzyć lub
nie ale przez wiele kolejnych dni zastanawiałem się czy ta AMFETAMINA to dobra
myśl.
Innym razem to smak poranka .
Filiżanka kawy , obok popielniczka na której tli się pierwszy tego dnia
papieros. Przecieram palcami oczy , wszystko zaczyna wyglądać realistycznie ,
rzeczywistość przegania resztki snu. Łyk kawy
gorącej i czarnej , jak noc która już odchodzi w niepamięć. Dym powoli
ogarniający wnętrze moich płuc . Tak , to pomaga zaakceptować ta pierdolona
rzeczywistość.
Chłód , gdy powietrze jest
chłodne dym smakuje najlepiej . Stoję na jakiejś ulicy czekam na coś . Nie
pamiętam na co. Ręce drżą mi ze zmęczenia oraz od nadmiaru kofeiny . Czuje
smutek ... Chodzi o M. może to na nią wtedy czekałem? Pewnie znów było coś nie
tak i jak zwykle trzeba się z tym zmierzyć .Zrezygnowany zaciągam się . Tylko
tyle . Skupiam cala uwagę na kolejnych wdechach. Niedopałek spada na ziemie ,
przydeptuje go butem . W tym momencie
niemal padam od natłoku tych jebanych trosk.
A ten moment kiedy pisze? Moje sacrum . Święta część mojego umysłu na zawsze zamknięta przed innymi , dostępna tylko dla kartki. Wyobraź to sobie teraz . Jest noc . Przede mną leży karta . Na niej nieczytelne bazgroły lekkie zanieczyszczenia od popiołu. W prawej ręce długopis . W lewej papieros. Jedyne światło to mała lampka biurowa . Światła wystarcza akurat na oświetlenie rękopisu. W słuchawkach cicho gra muzyka. Litera za literą , wylewam z siebie to co rodzi się w mojej głowie , tworze nowe wymiary , inna rzeczywistość . Lepsza . Zatracam się w niej . Co jakiś czas tylko robię przerwę . Spoglądam w górę i przykładam papierosa do ust . Strzepuje popiół . Kolejne zdania są już gotowe . Lądują na kartce . Potrafię tak przez wiele godzin . Czasem aż do świtu . Bo dzień rozprasza cala ta magie . Ale powiedz . Czy to nie jest piękne?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

