Obserwatorzy

wtorek, 10 grudnia 2013

Inspiruj

Jest koniec.
Jest coś dalej.
Chcę tworzyć.
Dużo szukam. 
Byłaś i trwało.
Inspiracja zniknęła.
Tłumacz mi proszę.
Dlaczego tak?
Dlaczego tak bardzo?

Wróciłaś więc tworzę.
Jest ciut inaczej.
Słyszę ryk.
Lew tam dalej.
Lub nawet już tu. 
Płonę czystym ogniem.
Czuję siłę. 
Tak by trzymać
Chociaż nie ściskać.

Z początku lekko.
Wręcz delikatnie.
Blisko szyi.
Mógłbym ugryźć.
Mógłbym rozszarpać
a słychać oddech.
Czekam ja, ale czy Ty?
Więc pokaż mi na co.
Inspiruj.

czwartek, 5 grudnia 2013

Miganie.

-Wszystko mi miga stary-mówił spokojnie, ale w jego oczach kryło się pełno podniecenia.
-Miga?-zapytałem, lekko przerażony on lubił dziwne odpowiedzi. 
-Właśnie miga.
-Jak to miga? Co to znaczy?
- To nie jest proste, ale zarazem jest, nadążasz?
-Coś jak paradoks.
-O właśnie paradoks. To słowo powinno być synonimem do mojego życia. Moje życie jest zbudowane z paradoksów. Śmieszne są.
 Mówił i mówił o tych paradoksach. Nastolatek, ktoś kto chce zdobyć świat. Tylko z nim zawsze był jeden problem. On faktycznie mógł go zdobyć.
 Południe, kawa i włoskie ulice usiane żółtą cegłą. Przyjemne środowisko, dla przyjemnych rozmów. Zawsze tak myślałem, a potem poznałem Arka. Ciekawy siedemnastolatek. 
-No więc co z tym miganiem?-nie wiedzieć dlaczego nie dawało mi to spokoju.
-Wszystko mi miga człowieku. Idę ulicą miganie. Jem śniadanie i mi miga. Jadę tramwajem,metrem, czy autobusem i mi miga. Tak nagle, jak jakiś wybuch, albo wystrzał- im dłużej mówił tym bardziej był przejęty. Intonował jak poirytowany, ale widać było że go to cieszy. To nie dawało mi spokoju. Co go tak męczy i cieszy jednocześnie?
-Chyba zaczynam rozumieć-skłamałem- możesz to rozwinąć?
-No już, już czekaj, to nie takie proste- mówiąc to podskakiwał lekko na krześle, omal nie rozlewając kawy. Wszyscy wiemy że grzech ciężki, ot tak rozlać kawę.
-Czekam, czekam- odpowiedziałem mu szerokim, pobłażliwym uśmiechem, jak przystało na kogoś dojrzalszego.
-No więc wszystko mi miga. Mam przed sobą obraz, normalny rzeczywisty, głównie nudny. I nagle pojawia się ona. Widzę jej oczy i usta. Poruszają się, poruszają się dla mnie. I nie widzę już tamtego bezsensownego czegoś.
-Rzeczywistość jest bez sensu? - zapytałem, wręcz wystraszony. To bardzo złe, kiedy młodzież gardzi realnym światem. To może zabić, otępić, albo nawet stworzyć z nich artystów.
-Człowieku! Gdybyś spojrzał na nią tak jak ja, choć jeden jedyny raz- mówił do mnie, ale był nie obecny, jakby patrzył na coś innego. Może właśnie coś mu "migało"? 
 Słońce grzało coraz bardziej, ludzie biegali w te i wewte, co jakiś czas, ktoś podobnie jak my zatrzymywał się na kawę. Piękne kobiety,w krótkich spódniczkach, bogaci panowie w gustownych kapeluszach. Wszyscy gdzieś pędzili. Przerażające, wyglądają jakby mieli się nigdy nie zatrzymać. Co jeśli trafią na ścianę? Przecież to się może skończyć katastrofą! Chrystusie! Przeraża mnie to tępo. Szybko porzucam te rozważania, bo myśli zaczynają biec, jak Ci ludzie, a ja wariuję gdy myśli biegną zbyt szybko. Myśli muszą płynąc, jak tratwa z nurtem spokojnej, starej rzeki. Zauważyłem że i Arek zamilkł. Może nawet z mojej winy.
-Dlaczego nie kontynuujesz? 
-Coś mi mignęło. Przepraszam- mówił szczerze, to było widać.
-Dobrze już dobrze. Co dalej z tą kobietą? 
-To nie byle kobieta! To anioł, a przynajmniej pół-anioł.  Gdybyś spojrzał zrozumiał byś. I widzę to jej kuszące piękno, jak mi miga, nadążasz? Widzę te oczy, te usta, słyszę jej głos, widzę jej talie, jej piersi, słyszę jak śpiewa. Tak obsesyjnie lubię to wspominać. Rozumiesz bracie?- pytał i jakby błagał. Chciał wiedzieć że go rozumiem, bał się że jest wariatem. 
-Zakochałeś się? 
-Tak. Bardzo, bardzo. Bardzo kurewsko się zakochałem. 
-Więc w czym problem? 
-Boję się że ona nie istnieje.

środa, 4 grudnia 2013

Zgrzyt

Stary dom, właściwie to bardzo stary. Zbudowany jeszcze jak ludzie nie myśleli o szukaniu złota, a jedynie o cieple bijącym z kominka. Wszystko zbudowane z drewna. Trzymał się ten dom, nawet zbyt dobrze, chyba wolno tak pomyśleć. W jego wnętrzu jakaś obdarta z farby komoda, stolik, biurko. Wszędzie walają się pożółkłe stronice, konkretnie to nie wiadomo czy to fragmenty książki, czy puste strony czekające na atrament. Kominek pusty, z szeroko otwartą paszczą, czeka na odrobinę drewna. Niestety nie dostanie go już nigdy. Były tu dwa krzesła, jedno leży w kawałkach na ziemi, na jednej z nóg widać ślady krwi. Co się stało z drugim? Nie wiadomo. Jest fotel bujany! Mimo tego lepiej na nim nie siadać, głupotą byłoby ignorować oczywiste ślady obecności korników. Można sobie potłuc dupę, gdy się ignoruje pewne fakty.
 Chris też ignorował pewne fakty. Właśnie dlatego leży teraz na środku pokoju, pomiędzy komodą, a bujanym krzesłem. Leży sobie przerażony, z paniką i dezorientacją w oczach, patrzy wprost na lufę. Tak, trzymam rewolwer i celuję w twarz Chrisa. W jego piękną buźkę, którą tak uwielbia pokazywać światu. Mam ochotę go opluć, kopnąć, może nawet kilka razy. Brzydzę się tym napuszonym fiutkiem. Mam ochotę go opluć, strzelić, może nawet kilka razy. Mimo wszystko, to nie ta chwila, muszę zaczekać.
Ludzie to skończeni kretyni, nienawidzę ich. Mówisz takiemu "ostrożnie rozlejesz". Co on robi? Rozlewa. Spotykasz innego, z szacunkiem, z pełną kulturą informujesz takiego jegomościa, że jeśli dotknie twoją żonę, to z czystą przyjemnością wyprujesz mu flaki zardzewiałym dłutem. Co on robi? Dotyka ci żonę. I to nie byle jak. Pakuje swoje brudne, przepocone łapy, w twoja własną pościel, na biust twojej kobiety. Nie mówiąc już o innych okropnościach jakie z nią robi. I następny, mówisz "TYLKO DWIE KOSTKI CUKRU". Co robi ten idiota? Sypie bez opamiętania. Jak się powstrzymać? Przecież to oczywiste, że człowiek tak potraktowany, łaknie zemsty. Tyle nietaktu, w tak prostej czynności. Przecież to oczywiste, że człowiek, który nie potrafi posłodzić kawy, nie jest kimś godnym zaufania. BA! Takich ludzi powinno się izolować od społeczeństwa. Rozpędziłem się. Wróćmy do Chrisa.
Leży sobie, tak żałosny, nic nie warty. Śmieszy mnie to, bo jeszcze dziś rano, jak każdego dnia, myślał że jest bogiem. Depcząc po truchłach, niczemu nie winnych ludzi, byleby tylko dopiąć swego. Teraz leży, w pogniecionym, brudnym garniturze, ocieka potem i drży. Cudowny widok. Mam ochotę zapytać, jak czuje się bóg gdy ktoś mierzy do niego z pistoletu? Uśmiecham się jeszcze szerzej. Patrzę w jego ciemne, wystraszone oczy, buduję napięcie.
-Wiesz co?- zaczynam, a on patrzy, jakby zaciekawiony, jakby zobaczył dla siebie ratunek w moich słowach. Czeka aż będę mówił dalej. Uświadamiam sobie że to bardzo niegrzeczne z mojej strony, budować aż takie napięcie. Strzelam. Raz. Drugi. Trzeci. Dwie kule trafiają w twarz. Niewiele z niej zostaje. Niezbyt przyjemny widok. Nie polecam, jeśli ktoś ma słabe nerwy. Trzecia kula kończy w klatce piersiowej. Piękny widok. Uśmiecham się jeszcze bardziej. Przyjemnie jest połączyć przyjemne z pożytecznym. W moim przypadku jest to pozbywanie się skurwysynów i zaspokajanie niekończącej się żądzy mordu. Ciekawe hobby. Przynajmniej z mojej perspektywy.
I nie kłopocz się tym co zrobił Chris. Zarówno dotykanie mojej żony, jak i nieodpowiednie słodzenie kawy, w połączeniu z jego fałszywą osobowością, to odpowiednie argumenty, by poświęcić trzy pociski.
No nic, czas zjeść obiad, napić się dobrze posłodzonej kawy i zakopać ciało.

niedziela, 1 grudnia 2013

Teraz.

Jeszcze więcej muzyki. Jeszcze więcej muzyki. Jeszcze więcej alkoholu. Patrze na obrazy i nie widzę sztuki. Coś się kończy, zanim się zacznie. Ja cicho płaczę nad kolejnym litrem rozlanego mleka. Świat, jak to świat krzyczy i lamentuje. O tym że nie ma już piwa. O tym, że rząd się zmienił i nie zmieniło się nic. Świat krzyczy o prawdzie, zakopanej w kłamstwach. I ja nie wiem, naprawde nie wiem. Zaczynam pytać. Pytam siebie, pytam Ciebie. Czy to ja oszalałem, czy świat tak zawsze wiruje? 
Łapię za rękaw ciszę i obracam się bokiem. Znów to się stało. Rozsmakowałem się. Znów szaleje, bo jestem szaleńcem. I powtarzam sobie w duchu. Zaciekle powtarzam sobie w duchu, że to tylko wariaci są coś warci. Czuję muzykę i znów, o tam. Stoi samotność. Naga, piękna , przykryta cieniem.
Jakże głupim, albo odważnym, trzeba być żeby chcieć się kochać z samotnością.
Potem dzieje się szybko, prawda?  Zrzucam przemokniętą kurtkę, stary dziurawy szal. Trzask, a w powietrzu kilka kropli. Kilka kroków, jeden oddech, jesteśmy razem. W tym tańcu.  Moje usta na jej szyi. Palce na talii. Robi się gorąco, a ja błądzę. W snach, w marzeniach, w ideach. Nie pamiętam nawet gdzie jestem, dlaczego samotność, dlaczego to robię? 
Gubię się w słowach, straciłem nawet chyba cały sens.  I już nawet nie wiem czy to pijacki sen, narkotyczna wizja, czy rozmyta prawda rzeczywistości. Wiem, że jestem, że istnieję.
Ten świat będzie krzyczeć. Ja będę płakał. Ty będziesz prosić. Piwo zawsze będzie się kończyć. Czy to coś znaczy? Jak się tego dowiesz jeśli zniknie morał, z tej niezrozumiałej bajki? Jak znajdziesz piękno, jeśli nie namaluje obrazu. Jakieś szanse widnieją na horyzoncie. Jakaś podróż stoi na progu. Czas przestać, czas iść.