Obserwatorzy

czwartek, 5 grudnia 2013

Miganie.

-Wszystko mi miga stary-mówił spokojnie, ale w jego oczach kryło się pełno podniecenia.
-Miga?-zapytałem, lekko przerażony on lubił dziwne odpowiedzi. 
-Właśnie miga.
-Jak to miga? Co to znaczy?
- To nie jest proste, ale zarazem jest, nadążasz?
-Coś jak paradoks.
-O właśnie paradoks. To słowo powinno być synonimem do mojego życia. Moje życie jest zbudowane z paradoksów. Śmieszne są.
 Mówił i mówił o tych paradoksach. Nastolatek, ktoś kto chce zdobyć świat. Tylko z nim zawsze był jeden problem. On faktycznie mógł go zdobyć.
 Południe, kawa i włoskie ulice usiane żółtą cegłą. Przyjemne środowisko, dla przyjemnych rozmów. Zawsze tak myślałem, a potem poznałem Arka. Ciekawy siedemnastolatek. 
-No więc co z tym miganiem?-nie wiedzieć dlaczego nie dawało mi to spokoju.
-Wszystko mi miga człowieku. Idę ulicą miganie. Jem śniadanie i mi miga. Jadę tramwajem,metrem, czy autobusem i mi miga. Tak nagle, jak jakiś wybuch, albo wystrzał- im dłużej mówił tym bardziej był przejęty. Intonował jak poirytowany, ale widać było że go to cieszy. To nie dawało mi spokoju. Co go tak męczy i cieszy jednocześnie?
-Chyba zaczynam rozumieć-skłamałem- możesz to rozwinąć?
-No już, już czekaj, to nie takie proste- mówiąc to podskakiwał lekko na krześle, omal nie rozlewając kawy. Wszyscy wiemy że grzech ciężki, ot tak rozlać kawę.
-Czekam, czekam- odpowiedziałem mu szerokim, pobłażliwym uśmiechem, jak przystało na kogoś dojrzalszego.
-No więc wszystko mi miga. Mam przed sobą obraz, normalny rzeczywisty, głównie nudny. I nagle pojawia się ona. Widzę jej oczy i usta. Poruszają się, poruszają się dla mnie. I nie widzę już tamtego bezsensownego czegoś.
-Rzeczywistość jest bez sensu? - zapytałem, wręcz wystraszony. To bardzo złe, kiedy młodzież gardzi realnym światem. To może zabić, otępić, albo nawet stworzyć z nich artystów.
-Człowieku! Gdybyś spojrzał na nią tak jak ja, choć jeden jedyny raz- mówił do mnie, ale był nie obecny, jakby patrzył na coś innego. Może właśnie coś mu "migało"? 
 Słońce grzało coraz bardziej, ludzie biegali w te i wewte, co jakiś czas, ktoś podobnie jak my zatrzymywał się na kawę. Piękne kobiety,w krótkich spódniczkach, bogaci panowie w gustownych kapeluszach. Wszyscy gdzieś pędzili. Przerażające, wyglądają jakby mieli się nigdy nie zatrzymać. Co jeśli trafią na ścianę? Przecież to się może skończyć katastrofą! Chrystusie! Przeraża mnie to tępo. Szybko porzucam te rozważania, bo myśli zaczynają biec, jak Ci ludzie, a ja wariuję gdy myśli biegną zbyt szybko. Myśli muszą płynąc, jak tratwa z nurtem spokojnej, starej rzeki. Zauważyłem że i Arek zamilkł. Może nawet z mojej winy.
-Dlaczego nie kontynuujesz? 
-Coś mi mignęło. Przepraszam- mówił szczerze, to było widać.
-Dobrze już dobrze. Co dalej z tą kobietą? 
-To nie byle kobieta! To anioł, a przynajmniej pół-anioł.  Gdybyś spojrzał zrozumiał byś. I widzę to jej kuszące piękno, jak mi miga, nadążasz? Widzę te oczy, te usta, słyszę jej głos, widzę jej talie, jej piersi, słyszę jak śpiewa. Tak obsesyjnie lubię to wspominać. Rozumiesz bracie?- pytał i jakby błagał. Chciał wiedzieć że go rozumiem, bał się że jest wariatem. 
-Zakochałeś się? 
-Tak. Bardzo, bardzo. Bardzo kurewsko się zakochałem. 
-Więc w czym problem? 
-Boję się że ona nie istnieje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz