Obserwatorzy

środa, 22 maja 2013

Jakaś przestrzeń.

-Całkowita dezorganizacja przestrzeni światopoglądowej wiesz?- pytał od tak, zwyczajnie. Nie ważąc na słowa, naturalnie. Tym zdaniem minął jakąś granicę. Przełamał pierwsze lody jak to czasem mawiają. Całun niesamowitej powagi, który dotąd otaczał ją, jak i całą kawiarnie opadł. Przynajmniej dla niego.
-Czym to jest?- zapytała nieśmiało, nie podniosła nawet oczu znad filiżanki. Tyle niedbalstwa, a jednak powietrze pachniało jakimiś słodkimi emocjami.
-Mimo że nie odpowiada się pytaniem na pytanie powiem- ciągnął, nieudolnie starając się o wesołe zabarwienie tej wypowiedzi. To nawet nie tak że chciał żartować. O nie. Nie mógłby. Ale chciał to pokazać. Ten artyzm, zamiłowanie do kolejnego uśmiechu i ciszy zastąpionej muzyką. Na marne. Brzmiał poważnie, nienagannie i twardo - całkowita dezorganizacja przestrzeni światopoglądowej. I nagle nie wiesz. Czy to co pijesz jest kwaśne, czy słodkie. Czy to jest dobre, czy złe. Czy to ból czy przyjemność. Tracisz poczucie moralności, a sama etyka jest czymś niespotykanym, a nawet nieistniejącym, w ostateczności paradoksalnym. Choć właściwie widzisz sens, prawda? Ale on umyka. Chociaż nie. Ignorujesz go. Może nie świadomie, nie umyślnie, mimo wszystko jednak.- Patrzył na nią. W jej piękne brązowe oczy. Widział jak z każdym słowem nadchodzi zrozumienie. Dwa uśmiechy, następnie pełna powaga. I nagle zatracili się. On w jej bycie. Cała egzystencja tej młodej kobiety, była dla niego kwintesencją boskości. Nagrodą za każdy bolesny oddech. Ona zaś zatraciła się w słowach. Jego słowach. Zahipnotyzował ją. Ogień, czyżby ogień rozkoszy? Może ogień szczęścia, miłości, wiary czy jakiejkolwiek chęci, nadziei? Nie wiedziała tego. Tak wiele w niej było. Płonęło, podobało jej się to uczucie. I nagle zatrzymała wszystko w sobie zadając pytanie.
-Mówisz o śmierci? O kryzysie? Szaleństwie? Czy ty masz na myśli rozpacz? Czy to właśnie tak się dezorganizuje...sz? To wszystko nic innego jak strata- mówiąc to patrzyła na niego. na usta, zmarszczkę w okolicy oczu. Nagle, zapragnęła, wręcz instynktownie, zapragnęła być jego. Już teraz na zawsze. On zaś tylko pokręcił głową z szerokim, najpiękniejszym na świecie uśmiechem na świecie.
-Wciąż nic nie rozumiesz. To piękne, wiesz? Bo to jest właśnie to o czym mówię. Przeżywasz to właśnie.
-Więc określ to- to było pożądanie, już o tym wiedziała, każdym najmniejszym ułamkiem swojej duszy i ciała pragnęła go zrozumieć, w całości, wtedy była by jego, a on należałby do niej.
-Jak?
-Tak jak chcesz.
-Chcę mówić tak, jak chcesz słuchać.
-Jednym słowem.
-Jednym?
-Oddaj to w całości, tak żeby pojął cały świat, ze mną w centrum- mówiła, a jej głos był dla niego wszystkim, najwspanialszym dźwiękiem jaki tylko mógł usłyszeć. Chciał doświadczać tego przez całą wieczność.
-Miłość.
-To właśnie?
-Tylko i wyłącznie- odpowiedział i była już tylko ona, wszystko inne przeminęło.
-No ale co potem?
-Potem już jest tylko śmierć, tylko tego można chcieć.
-Śmierci? Bycia nigdzie, samemu?
-Śmierci, bycia razem tam gdzie chcemy być. 

______Fragment czegoś co nie istnieje_______

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz