Obserwatorzy

wtorek, 26 lutego 2013

Ostatni krzyk .

 Mam ochotę na kawę , i grzankę może. Chyba że naleśniki , obficie polane sosem z malin . Ale jaki sens ma myślenie o śniadaniu w środku nocy ? W tej scenerii ? Przecież , nie ważne czy francuskie ciasto wypełnione będzie truskawkami czy czekoladą , ale czy mój poranek będzie wypełniony Tobą .
 Jakież to proste . Tyle że teraz , na tym balu . Kiedy już opadły wszystkie maski , widzę ciebie , widzę twoje usta . I nie widzę moich . Całujesz go ot tak . Po prostu . Lekko pochylona w tył , a widok twojego uda wychylającego się z wycięcia sukni , męczy mnie i drażni , zadaje ból i przysparza o zazdrość , owiany falą nagłego podniecenia. Tym sposobem przyczyniasz się do zniszczenia mojej egzystencji . Egzystencji opartej na tych ostatnich dniach . Na wyczerpującym doborze smokingu , na niekończących się próbach pozbycia się zapachu cygar i alkoholu . Zrzuciłem maskę nim zrzucili ją inni . W imię czego ? Narastającej fali bólu i przykrej fali zazdrosnego pożądania ? Jego ręka w okolicy twoich pośladków , moja zaciśnięta w pięść ! Czy ty wiesz że ja patrzę ?! I na co mi teraz twoje słowa ? Czujesz ? Nie . Mówiłaś że kochasz . Nie . Że pachnę , że myślę , że śmiejemy się do łez , a nie .
 I jak mam wykrzesać pogardę dla ciebie , dla siebie i skrzypiec w tle ? Tyle tu gości . Miałem niejednemu uścisnąć dłoń . Zamiast tego stali się niczym . Martwymi przedmiotami poruszanymi niewidzialną siłą . Ja? Ja stoję nadal i patrzę . I czuję  jak zachodzi we mnie przemiana . Jak ręce wędrują do twarzy ocierając tę łzę i zakładając maskę . I znów ,  maska , pieniądze , coraz szybsze skrzypce , chciwość , pustka , seks i dym . Chce cechować się brakiem zainteresowania . Patrząc kątem oka podchodzę do tej innej . Nie zauważysz , nie pozazdrościsz , nie da mi to ulgi . Ulgi od czego ? Ja już nie mam uczuć . Jutro nie będzie grzanek , ani kawy . Będzie smród alkoholu i mój cyniczny uśmiech . Bo przecież mogę kupić i tysiąc barów śniadaniowych .  Zatopię się w tym . W alkoholu , rozpuście , pieniądzach i tych dziwkach , które chciałyby być tobą . Ale wiesz co ? Ciebie już nie ma . Zemsta ? Ona znajdzie cię sama . Mnie ona nie pomoże . Nie uratuje mnie , nie zaznam spokoju czy ukojenia . Dla mnie już od minuty jest za późno .
 Ah , i dlaczego zapomniałem czym ten bal  jest . Pozbawionymi duszy oczyma widzę i czuję czym są ci ludzie. Brudni i śmierdzący , zasłaniają sie zapachem perfum i pieniędzy . Ja taki byłem i ot tak , przez jeden impuls tonę we własnym smrodzie egocentryzmu , cynizmu i pogardy dla tej nędznej struktury jaką jest świat .
 Oślepłem , brak wnętrza odebrał mi wzrok . Nie widzę piękna , nie widzę ciebie i nawet tego że patrzę w dół z tarasu czterdziestego piętra .  Czym będzie kolejny upadek ? Kolejny spektakularny lot ? Jeśli nie pochwalę się tobie ? Nie ocenisz mnie , brak twojej aprobaty czy nawet niezadowolenia odbiera sens wszystkiemu . Nie wiem nawet czy już spadam , czy też ma to nastąpić jak dopiję wino . Czy stanie się cokolwiek . Może gorszą karą jest to że bez ciebie nie zrobię kroku w przód ? Ewentualnie kroku w tył . W ten sposób nasze wzloty i upadki doprowadziły mnie do wiecznego stania nad przepaścią . Gdzie doprowadziły ciebie ? Tego nie dowiem się nigdy , Szkoda jedynie , że mój egoizm nie pozwolił mi dopuścić do siebie tego krzyku zza moich pleców . Nie martw się , spadając nie myślałem o tym jak wpłynie to na ciebie . Jednak do tak wyniosłego czynu potrzebny był taki akompaniament , twój głos . Ostatni krzyk  mojego życia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz