Mam ochotę na kawę , i grzankę może. Chyba że naleśniki , obficie
polane sosem z malin . Ale jaki sens ma myślenie o śniadaniu w środku
nocy ? W tej scenerii ? Przecież , nie ważne czy francuskie ciasto
wypełnione będzie truskawkami czy czekoladą , ale czy mój poranek będzie
wypełniony Tobą .
Jakież to proste . Tyle że teraz , na tym
balu . Kiedy już opadły wszystkie maski , widzę ciebie , widzę twoje
usta . I nie widzę moich . Całujesz go ot tak . Po prostu . Lekko
pochylona w tył , a widok twojego uda wychylającego się z wycięcia sukni
, męczy mnie i drażni , zadaje ból i przysparza o zazdrość , owiany
falą nagłego podniecenia. Tym sposobem przyczyniasz się do zniszczenia
mojej egzystencji . Egzystencji opartej na tych ostatnich dniach . Na
wyczerpującym doborze smokingu , na niekończących się próbach pozbycia
się zapachu cygar i alkoholu . Zrzuciłem maskę nim zrzucili ją inni . W
imię czego ? Narastającej fali bólu i przykrej fali zazdrosnego
pożądania ? Jego ręka w okolicy twoich pośladków , moja zaciśnięta w
pięść ! Czy ty wiesz że ja patrzę ?! I na co mi teraz twoje słowa ?
Czujesz ? Nie . Mówiłaś że kochasz . Nie . Że pachnę , że myślę , że
śmiejemy się do łez , a nie .
I jak mam wykrzesać pogardę dla
ciebie , dla siebie i skrzypiec w tle ? Tyle tu gości . Miałem
niejednemu uścisnąć dłoń . Zamiast tego stali się niczym . Martwymi
przedmiotami poruszanymi niewidzialną siłą . Ja? Ja stoję nadal i patrzę
. I czuję jak zachodzi we mnie przemiana . Jak ręce wędrują do twarzy
ocierając tę łzę i zakładając maskę . I znów , maska , pieniądze ,
coraz szybsze skrzypce , chciwość , pustka , seks i dym . Chce cechować
się brakiem zainteresowania . Patrząc kątem oka podchodzę do tej innej .
Nie zauważysz , nie pozazdrościsz , nie da mi to ulgi . Ulgi od czego ?
Ja już nie mam uczuć . Jutro nie będzie grzanek , ani kawy . Będzie
smród alkoholu i mój cyniczny uśmiech . Bo przecież mogę kupić i tysiąc
barów śniadaniowych . Zatopię się w tym . W alkoholu , rozpuście ,
pieniądzach i tych dziwkach , które chciałyby być tobą . Ale wiesz co ?
Ciebie już nie ma . Zemsta ? Ona znajdzie cię sama . Mnie ona nie pomoże
. Nie uratuje mnie , nie zaznam spokoju czy ukojenia . Dla mnie już od
minuty jest za późno .
Ah , i dlaczego zapomniałem czym ten bal
jest . Pozbawionymi duszy oczyma widzę i czuję czym są ci ludzie.
Brudni i śmierdzący , zasłaniają sie zapachem perfum i pieniędzy . Ja
taki byłem i ot tak , przez jeden impuls tonę we własnym smrodzie
egocentryzmu , cynizmu i pogardy dla tej nędznej struktury jaką jest
świat .
Oślepłem , brak wnętrza odebrał mi wzrok . Nie widzę
piękna , nie widzę ciebie i nawet tego że patrzę w dół z tarasu
czterdziestego piętra . Czym będzie kolejny upadek ? Kolejny
spektakularny lot ? Jeśli nie pochwalę się tobie ? Nie ocenisz mnie ,
brak twojej aprobaty czy nawet niezadowolenia odbiera sens wszystkiemu .
Nie wiem nawet czy już spadam , czy też ma to nastąpić jak dopiję wino .
Czy stanie się cokolwiek . Może gorszą karą jest to że bez ciebie nie
zrobię kroku w przód ? Ewentualnie kroku w tył . W ten sposób nasze
wzloty i upadki doprowadziły mnie do wiecznego stania nad przepaścią .
Gdzie doprowadziły ciebie ? Tego nie dowiem się nigdy , Szkoda jedynie ,
że mój egoizm nie pozwolił mi dopuścić do siebie tego krzyku zza moich
pleców . Nie martw się , spadając nie myślałem o tym jak wpłynie to na
ciebie . Jednak do tak wyniosłego czynu potrzebny był taki akompaniament
, twój głos . Ostatni krzyk mojego życia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz