Obserwatorzy

wtorek, 30 września 2014

Żeby nie wiem co, nie zapalaj światła. Bu.

Minąłem jakiegoś kota to też ukłoniłem się nisko. Nie mogłem powiedzieć ciao mio amigo, lub dobry wieczór, ponieważ paliłem papierosa i słuchałem świetnego bitu ostro absorbującego uwagę. Tak obficie obładowany bodźcami nie mogłem wydobyć nic, pozna skinieniem głowy. Dziwne zatem nie było, że kot zwyczajnie mnie olał. Po jakimś czasie dotarłem do pewnej świątyni, gdzie wspólnie ze znajomkiem człowiekiem i znanym z widzenia owczarkiem niemieckim, uroczyście wypaliliśmy jointa. Naturalnie ten akt pogłębiania uwagi i dystansu do rzeczywistości, pchnął nas w wir głębokiego dialogu. Znaczy mnie i Berniego, ten owczarek nie był zbyt rozmowny, zwłaszcza po paleniu. Wolał, z wywieszonym językiem, zająć się głęboką analizą wszystkiego wokół, a przede wszystkim naszej rozmowy. My zaś jak to ludzie, paplaliśmy o elementach świata, na poziomie głębokiego odczuwania. Mówiliśmy o sytuacji, w wojnie mentalności, która pochłania naszych braci i siostry. Śmialiśmy się z ironii losu, gdy w między czasie jakaś kropla zgasiła mi papierosa. Szybko pojąłem, że to odwet za niedziele. No ale karmy nie przeskoczysz, czego nie zapomnieliśmy przedyskutować. Pies w końcu polazł. Zapewne szukać patyka, tylko nie chciał się przyznać, dlatego polazł w milczeniu, zaledwie lekko merdając ogonem. Jak poszedł drugi skręt, to zjedliśmy cukierka i uznałem, że my też iść musimy. Berni coś smęcił o ratowaniu świata, albo jakiś nornic, a ja miałem własną misje. Więc raz dwa byłem w drodze. Minąłem po drodze dwa koty, o tej porze oprócz kotów nie chodzi już nikt. Jeden mruknął coś w odpowiedzi, na moje buonasera. Drugi natomiast, patrzył na mnie z muru, jakby chciał skoczyć i mnie zajebać. Szybko się oddaliłem i rach, ciach w domu. Rytuał wejścia odprawiłem jak to wszyscy ja na świecie. Ściągnąłem buty, a to trudniejsze niż skafander kosmonauty jak się paliło blanty. Przy okazji rozmyślałem, czy to wypada jeść kapustę, jeśli meksykanin z maczetą i słoikiem ogórków w rękach pyta cię o drogę. Uznałem, że na taki precedens nie ma komfortowego rozwiązania i zrzuciłem płascz i krawat. Wyjąłem papierosa i ruszyłem najszybciej jak się da do kibla, sikać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz